|
Gdynia nocą Grzegorz Lewkowicz Lata mijają, czas szybko płynie, człowiek, niestety starzeje... Lat osiemdziesiąt, na miasto Gdynię... - też wiatr od morza już wieje! W Gdyni, przeżyłem lata młodości, więc, dziś z życiowym bagażem, po latach, wracam szukać przeszłości... - gdy byłem tu, marynarzem. Widzę, że Gdynia bardzo zmieniona, minęło lat... - ze trzydzieści, wolny więc, wieczór dała mi żona, - abym odnalazł się w mieście. Wspomnienia, wrócił spacer nad morze, tawerny i restauracje... Po kilku piwkach, w dobrym humorze... -poczułem głód, na kolację! Chociaż, nie jestem już młody wiekiem... - szron mam na głowie, złe zdrowie... Lecz mnie ciągnęło na dyskotekę, by poznać, współczesną młodzież. Chciałem przypomnieć lata młodości, kiedy pływałem na statku. Jeszcze daleko mi do starości, chociaż, mi mówią już... – dziadku. Mężczyzna, przetrwa z Bożą pomocą... - teściową lub serca zawał! ale scenariusz mój... – „Gdynia nocą” , na horror, by się nadawał! Może to sprawił udar słoneczny, lub widok dziewcząt na plaży?... - że jako ojciec i mąż stateczny, znalazłem się... - w nocnym barze. Tylko spojrzałem na małolatę... - ta, siadła mi na kolana! Wiesz co, ojczulku, weź mnie na chatę... - dasz stówkę? - będę do rana! Zaniemówiłem prawie z wrażenia... -przecież, być mogę twym dziadkiem. Masz na cukierki i do widzenia... - wracaj do ojca i matki. Spadaj frajerze!... – bo zgubisz szczęki! - co chcę, to robię z mym ciałem! Jeśli nie biorą cię moje wdzięki - to może jesteś pedałem? Wszyscy w lokalu patrzą w mą stronę... - pogardę widać u gości. Tylko dlatego, że kocham żonę, nie mogę dowieść męskości! Twarz mą ze wstydu oblał rumieniec, serce, na zawał mi bije... I wtedy przy mnie stanął młodzieniec... - przepraszam! – czy pan wypije? Zaczął mnie czule głaskać swą ręką i powiekami wachlować... - szkoda kochasiu, z taką panienką, tak piękny wieczór zmarnować. Dziwny to facet, myślę ja sobie, ruchy, jak tancerz ma płynne, oczy cielęce, słodki w wymowie... - trafiłem z deszczu pod rynnę! Gdy odmówiłem, donośnym głosem... - młodzian, już pewny był klęski... Wstał, spojrzał czule, poprawił włosy... - pan, to naprawdę jest męski! Hej, drug! – krzyknęła panienka z Bistra”, - choczesz niemnoszka pa rusku? Nu, jesli pan jest kapitałista? - toże magu pa francusku. Kelner, do ucha mi mówi: - Stary! Na masaż, miałbyś ochotę? Mam wyjątkowo tanie „towary”, serwuję, całą „Wspólnotę”! Masz do wyboru i do koloru: - rudą, brunetkę, blondynkę... A dla odjazdu, super wigoru... - marychę, amfetaminkę. Hej, panie barman! Proszę rachunek - wołam i liczę złotówki. A ten mnie zmierzył, wlewając trunek, jak gościa z obyczajówki. Gdy na rachunku ujrzałem kwotę, omal nie spadłem ze stołka... - Czy chcesz pan ze mnie zrobić idiotę? - piłem jednego „fikołka”! I wtedy, mocnych wrażeń doznałem, unieśli mnie Aniołowie... - na niebie wszystkich świętych ujrzałem. - trąby Jeryha mam w głowie! Tu się scenariusz filmu urywa... - już więcej nic nie pamiętam! W jakimś szpitalu dziś odpoczywam... - do żony, wrócę na święta?... Pobudka! Wstawaj, dzielny kamracie! - Dotarłeś w końcu do celu! Trzeba rachunek w barze zapłacić... - i wracać spać do hotelu! Żona, w tawernie, w pustawej sali, ze snu mocnego mnie budzi. Aleś się wczoraj chłopie uwalił... - jak dziś, pokażesz dla ludzi? I wtedy wszystko już zrozumiałem, że, ja to tylko... - przyśniłem! Kumpli po prostu, dawnych spotkałem... - i ostro, z nimi popiłem. Upojnej nocy, więc nie żałuję... - tylko, że już wyjeżdżamy! Choć, Jubileusz Gdyni kosztuje... - za rok, tu znowu... – wracamy. Grzegorz Lewkowicz, luty 2006 r. Limeryki gdyńskie Młoda dziewczyna Młoda dziewczyna, w Kościele w Gdyni, przyszła się modlić w spódniczce mini! Starszym paniom niestety, pospadały berety... - za to panowie, klękali przy niej! Kibic Arki Gdynia Raz kibic Arki zadziwił Gdynię, tak mówiąc w szkole na egzaminie: - „Jeśli dobrze pamiętam, to Kwiatkowski i Wenda... - grali w ataku, w naszej drużynie”! Gdyński adwokat Adwokatowi, z Gdyni –Chyloni, dorodny kaktus wyrósł na dłoni. Mówił w rozprawie głośnej, że prędzej mu wyrośnie ... - z taką pewnością, dziś już nie broni! Grzegorz Lewkowicz, luty 2006 r. Kliknj też: • Teksty satyryczne • Paranoja polska • Satyra - strona główna
|